Francoise Thom "Beria. Oprawca bez skazy"/ Wydawnictwo Prószyński i S-ka |
Ostatnio ciągnęło mnie do historycznych tematów. Najpierw sięgnęłam po
materiały rodem z mrocznego średniowiecza, a następnie przeniosłam się do
początków XX w. do bolszewickiego ZSRR. Główną postacią (nie chcę używać słowa
bohater) książki francuskiej sowietolożki, Francoise Thom, jest Ławrentij
Pawłowicz Beria – osoba z bliskiego otoczenia Stalina, jeden z szefów NKWD
(Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych – potocznie nazywanego bezpieką).
„Beria. Oprawca bez skazy” sami przyznacie, że tytuł dość przewrotny.
Chciałam się z nim zmierzyć, by dowiedzieć się czegoś więcej o tej owianej złą
sławą postaci. Tomisko zachęcało objętością (ponad 900 stron tekstu!), liczyłam
na mnóstwo materiałów źródłowych, nie wspominając o faktach, komentarzach czy
analizach, lecz prawdę powiedziawszy po kilkudziesięciu stronach moje
zainteresowanie stopniowo malało. Nie zniechęcałam się, ponieważ miałam jeszcze
nadzieję, że może w dalszej części dostanę to, na co liczyłam. Niestety,
książka mnie rozczarowała. Dlaczego? Bo spodziewałam się obszernego kompendium
wiedzy o Berii, o nim samym, o jego charakterze, jego bliskim otoczeniu oraz
warunków, okoliczności, a poniekąd przy okazji także o systemie i sytuacji
geopolitycznej, w jakich przyszło mu żyć. A tego nie dostałam. Sam Beria zdawał
się wyzierać z kart od czasu do czasu i nie był postacią pierwszoplanową.
Natomiast w materiałach pojawia się mnóstwo wątków pobocznych, czasami miałam
wrażenie, że może nie tyle nieważnych, co nadmiernie roztrząsanych, które
niepotrzebnie odwracały moją uwagę od rzeczy najważniejszych. I chyba to
rozdrobnienie przeszkadzało mi najbardziej, bo rozmywało mi to, co
najważniejsze – osobę samego Berii. Nie należę do osób, których wiedza
historyczna epoki jest podstawowa, ale też nie jestem ekspertem. Nazwałabym
siebie trochę więcej niż średniakiem. Ot, taki domorosły pasjonat, dlatego brakowało
mi podsumowań, syntetycznego podejścia, które zwieńczyłyby i tłumaczyły
poszczególne, czasami luźne, fakty. Metoda zastosowana przez autorkę może
bardziej będzie odpowiadała osobom o szerszej wiedzy w tej dziedzinie, które są
w stanie spojrzeć na pewne kwestie w sposób przekrojowy.
Chyba najczęściej wypowiadali się o Berii jego syn, Sergio Beria, i ten,
który stał się bezpośrednim sprawcą upadku Gruzina, Nikita Chruszczow. Opinie
innych pojawiają się w stosunku do obszerności opracowania raczej dość rzadko.
Ani punkt widzenia syna, ani Chruszczowa nie oddają dla mnie możliwie
obiektywnego obrazu Berii. Relacje rodzicielskie zawsze będą wpływały na
postrzeganie ojca przez syna, natomiast Chruszczow był żywotnie zainteresowany
przedstawiać Berię jako najgorszego z najgorszych, przecież sam maczał palce w „definitywnym”
załatwieniu sprawy. Odnosząc się do tytułu, jaki książka nosi, mam silne przeświadczenie,
że wprawdzie Francoise Thom jest autorką, ale to Sergio Beria trzyma długopis,
bo rzeczywiście można odnieść wrażenie, że Beria to człowiek pełen zalet, o niemal
strategicznym podejściu do polityki, któremu na sercu leżał los ciemiężonych
obywateli republik radzieckich.
Mam świadomość, że wciąż nie udostępniono wszystkich informacji
dotyczących Berii i nadal istnieje duże prawdopodobieństwo, że jeszcze sporo
zaskakujących rzeczy możemy się dowiedzieć na jego temat, jednak bazując na
obecnie znanych faktach, po lekturze tej książki nadal nie dowiedziałam się,
np. jaki był stosunek Berii do rodziny, jaki miał styl zarządzania, jakim był
podwładnym, a następnie szefem. Autorka zręcznie pominęła fakty odnoszące się
do procedur i sposobów przesłuchań osób zatrzymywanych przez NKWD, które
niewątpliwie rzutują negatywnie na ocenę jego postaci. Nie rozprawiła się także
z innymi niewygodnymi tezami, np. dotyczącymi zarzucanych mu gwałtów czy porwań
kobiet, przechodząc nad nimi do porządku dziennego bardzo lakonicznie. Od
doświadczonej badaczki oczekiwałabym, że zajmie się nie tylko samymi faktami,
lecz także zadając pytania „dlaczego?”, przeanalizuje motywację i przyczyny
konkretnych działań i zachowań. A tego mi brakowało.
Pewnie pomyślicie teraz, że nie warto sięgać po „Berię. Oprawcę bez
skazy”? Bynajmniej. Książka inspiruje do częstych refleksji, poszukiwań na
poruszane przez autorkę tematy, zgłębiania wiedzy o pojawiających się osobach.
Trudno mi zaakceptować próbę ukazania Berii jako oprawcy bez skazy, nawet jeśli
to oksymoron z założenia o prowokatorskim podłożu, jednak na tyle zainteresowały
mnie niektóre wydarzenia poruszane przez autorkę i wwierciły mi się w pamięć,
że dzięki temu opracowaniu z pewnością wrócę do zagadnień związanych z Berią.
Warto jednak mieć świadomość, że nadmiar drobiazgów, a czasami też stopień
szczegółowości spraw zakulisowych, nie każdemu może przypaść do gustu,
zwłaszcza jeśli niezbyt orientuje się w realiach tamtej epoki.