29/10/2019

Urszula Stokłosa "Cichoborek" z Wydawnictwa JanKa

cichoborek, urszula stokłosa, wydawnictwo janka, debiut
Urszula Stokłosa "Cichoborek"/Wydawnictwo JanKa
Cichoborski międzyświat Urszuli Stokłosy przytrafił mi się w możliwie najlepszym momencie, bo akurat wówczas, gdy potrzebowałam odetchnąć nieco od dusznej rzeczywistości bez popadania w skrajne opary absurdu. A październikowy park okazał się miejscem idealnym na lekturę, podczas czytania łaskotał oczy powłóczyście mglistym złotem scenerii i nęcił nozdrza zapachem przemijającej chwili ukrytej pod łupiną tyle co wyłuskanego rudego kasztana, sprawiając tym samym, że poblask cichoborskich klimatów roztaczał swe wdzięki bez jakiejkolwiek miary, nie oglądając się na żadne prawa ludzkie ani nawet boskie. Cóż było robić? Tkwiłam na parkowej ławce nie wiedząc, czy to Wrocław jeszcze, czy już może tytułowy Cichoborek wrzyna mi się sękatym drewnem w ciasny splot (mimo wielu lat cielesnego obcowania) wciąż jednak nieznoszonych dżinsów. Klasyczna doskonałość antycznej jedności czasu, miejsca i akcji przeistoczyła się we współczesną (acz równie doskonałą) harmonijność miejsca i czasu dla odpowiedniej lektury. Taki układ, jak większości Wam zapewne wiadomo, może być zwieńczony tylko triumfalnym „Alleluja”.
Tak, znowu spodobał mi się debiut pisarski. I tak, znowu spodobała mi się książka z Wydawnictwa JanKa. Myślcie sobie, co chcecie, ale „Cichoborek” Urszuli Stokłosy stał się dla mnie literacką smakowitością z cicha pęk. Tak sobie z boczku półki niewinnie spozierał, niespecjalnie nawet kokietował tytułem, od czasu do czasu ledwie brzegiem okładki zanęcał, aż tu nagle jak nie rozbłyśnie narracją, jak nie rozbawi figlarną dygresją…
Ponoć Cichoborek de facto nie istnieje, trudno szukać go na mapie Polski. Lecz czy na pewno? Niewielka wioska gdzieś w Polsce, życie toczy się niespiesznie przerywane rytualnymi ceremoniami ślubów, chrzcin czy pogrzebów. Są ploteczki, wzajemne animozje, czyli rzec można jak wszędzie. Nie pierwszy to i nie ostatni raz „wsi spokojna, wsi wesoła” zostaje obrana na miejsce chwały książkowych perypetii. W przypadku Stokłosy nie tyle miejsce mnie ujęło, co sposób jego przedstawienia.
Stokłosa znalazła własny patent na widzenie świata i jego zilustrowanie. W jej cichoborskim zwierciadle życie się nie rozprasza, nie załamuje swego biegu, nie gubi rytmu, jej sferyczne lustro skupia i uwypukla to, czego zwykle nie dostrzegamy, co z bagatelizującym wzruszeniem ramion pomijamy lub do czego w ogóle nie przywiązujemy wagi. A Stokłosa z pozornych imponderabiliów potrafi wywieść impuls sprawczy dla późniejszych wydarzeń o wiekopomnym dla bohaterów znaczeniu, dzięki czemu w jej historiach nic się nie kończy, a wszystko się wręcz zaczyna. Bo czyż tak prozaicznie przyziemny fakt, jak organiczny zapach dochodzący z niczym nie wyróżniającej się ani kształtem, ani nawet celebrycką marką prowincjonalnie obciachowej muszli klozetowej mógłby być zapowiedzią naprawdę istotnych zmian w życiu dla nowocześnie wymuskanego obywatela świata kultywującego najświeższe trendy proweniencją z big city life? Tak, Stokłosa celuje w takich zestawieniach. A ja lubię tego typu narrację. Z lekka drwiącą, zręcznie kpiącą, niejako niepoważną, nieprzystającą do powagi chwili. Bo w prawdziwym życiu podniosły moment nie zawsze jest opakowany w filmowo nienaganną scenerię. Najczęściej właśnie wyziera z zakamarków mało przystających do wagi ponad wszelką miarę wartych odnotowania wydarzeń, jeśli nie w urzędowych annałach, to choćby we własnej pamięci.
W co jeszcze trafiła Stokłosa? Lubię składać bohaterów stopniowo i rozstawiać na planszy narracji wg wyznaczanych przez autora reguł. Kompletować z wolna ich charaktery z fragmentów informacji. (Niemal jak w logicznej łamigłówce, gdzie jeden ma 20 lat, a drugi nie ma siostry, czyli który jest żonaty, skoro we wtorek nie padało. Nie obawiajcie się, klasyczna logika w Cichoborku raczej nie gości.) Stokłosa wprowadza nas w świat każdego z bohaterów z osobna. Prezentuje go jak czołowego solistę na scenie, skupia się na nim, odsłania jego osobiste zacisze, pozwala nawet zajrzeć tu i ówdzie głębiej (ale nigdy nie wszędzie i nie zawsze od razu), a następnie niespodziewanie i bez ceregieli pozostawia go, by z równym zaangażowaniem skupić się na kolejnej postaci w następnej jednoaktówce. Zbieramy te budzące nasze zadziwienie okruchy, ostrożnie dopasowujemy i już wiemy, że może niby błahe, może i marginalne, ale jednak zostaną przez autorkę przemyślnie wplecione w, z pozoru osobną, kolejną historię. (Bo jak wspominałam, u Stokłosy nic się nie kończy). Osobne staje się z każdą wniesioną cegiełką ponadjednostkowe, kumulatywnie nierozłączne i na dodatek często absolutnie bezkarnie rozplenia się poza znaną nam zwyczajną rzeczywistość. Zawieszone w międzyświecie bytuje swobodnie gdzieś na pograniczu nierealności, snu czy, bo ja wiem, unikatowej nadświadomości bohaterów.
Świat widziany oczami Stokłosy jest pełniejszy o spostrzeżenia, o wyobraźnię złudnie nieistotnego szczegółu. Ten świat jest bardziej kompletny, wypełniony niespodziewanie oczywistymi odkryciami. I powiem Wam na ucho, że taki świat jest wszędzie, nie tylko w Cichoborku. Nie każdy jednak potrafi dostrzec w nim urok. Nie każdy potrafi dostrzec w nim sens. Nie każdy nawet o nim wie. Ale o tym sza…
Za egzemplarz książki Urszuli Stokłosy pt. „Cichoborek” dziękuję Wydawnictwu JanKa. 
Zapraszam także do obejrzenia wywiadu z autorką "Cichoborka", który ukazał się w listopadzie 2020 r. w ramach cyklu "Rozmowy z Duszkiem". 

24/10/2019

Eliza Segiet "Nieparzyści" z Wydawnictwa Psychoskok

eliza segiet, nieparzyści, psychoskok
Eliza Segiet "Nieparzyści"/Wydawnictwo Psychoskok

Tomik Elizy Segiet „Nieparzyści” zaciekawia okładką, która mnie skojarzyła się z międzyplanetarną mgławicą pełną kolorowo-skrzących się pyłów i gazów. Stąd do głowy przyszła mi myśl, że znajdę w nim być może egzystencjalne treści, może ponadczasowe przesłania, może nutkę ezoteryki. I tak, i nie. Zdecydowanie jednak jest okołoczasowo.
Wewnątrz mieści się kilkadziesiąt raczej krótkich utworów poruszających kwestie przeszłości z wojennymi doświadczeniami, pozostawionych zgliszcz i ruin, bezradnego, zdruzgotanego człowieka, lecz także natrafimy w nim na odniesienia do uniwersalnych tęsknot, takich jak tolerancja czy miłość.
Tematy spaja czas, a raczej odmienne podejście do czwartego wymiaru. Segiet dostrzega w nim nie tylko formę bezustannego upływu chwil, lecz także nieodłączną część człowieka, ponieważ zarówno pojedyncza jednostka, jak i cała ludzkość są nośnikiem czasu oraz zachodzących zdarzeń. Czas pozwala bowiem poznawać świat, odkrywać prawdę o nas samych. Autorka poszukuje śladów przemijania, dostrzega skutki jego działania, lecz często nie rozumie przyczyny, szczególnie gdy człowiek wkracza w uświęconą i wyłączną sferę „zegarmistrza światła” – jego ostateczność i skończoność. Ta ostateczność i skończoność wymiaru szczególnie widoczna jest we władzy czasu nad życiem i śmiercią człowieka. Jest to domena, której granic człowiek nawet nie powinien ważyć się przekroczyć, a wszelka ingerencja zakłóca rzeczywistość, która tym samym staje się wypaczona i krzywa. Bo zgodnie z odwiecznymi prawami natury odebrać życie człowiekowi może wyłącznie czas, a nie inny człowiek. Tylko czas może nas przenieść w inne przestrzenie. Człowiek został stworzony do dawania życia, tworzenia, jest więc z natury życiodajny, a nie – jak czytamy w wierszach – śmiercionośny.
W wierszach widać odniesienia do II wojny światowej. Jednak ich przesłanie jest dużo bardziej uniwersalne, bo każdy konflikt zbrojny, gdziekolwiek się toczy, pozostawia po sobie spustoszenia. Te materialne i te emocjonalne. A dla Segiet człowiek jest dopiero wówczas zupełny, gdy współistnieje z innym. Jego dopełnieniem może być żona, mąż, dziecko, rodzina i wreszcie może być każdy, kto jest nam bliski, kto wnosi do naszego życia wartościowe treści. Dopiero wtedy stajemy się w pełni kompletni. Bez drugiego jesteśmy niejako wybrakowani i bez pary, a wojenne straty pozbawiając nas bliskich, odbierają nam kawałek nas samych.
Wiersze Elizy Segiet układają się w księgę uchwyconych zdarzeń z minionych losów, losów tragicznych, gdzie mury płaczą krwią, gdzie strzelają z uśmiechem i gdzie zza baraku wyziera tylko cień. Wiodąc nas przez destrukcyjne realia, Segiet stara się wciągnąć czytelnika w dialog, zaangażować go, zainspirować do przemyśleń. W tym celu decyduje się dać pierwszeństwo pytaniom, których w tomiku pojawia się sporo. Dodatkowo autorka, by uwypuklić przekaz, zestawia także kontrasty, stawiając nas przed wyborem: życie czy śmierć, miłość czy nienawiść? Mimo goryczy, zawiedzonych nadziei, bezpowrotnych strat Segiet wyraźnie akcentuje pragnienie świata dobrego, w którym człowiek rozmawia z człowiekiem, zwyczajnie dostrzega go i szanuje, a przy tym uważnie otwiera się na jego potrzeby. Dlatego ostatni wiersz pt. „Drogowskaz” ma być swoistą wytyczną, która wskazuje właściwą ścieżkę do spokojnego życia. Ma być drogą do krainy, gdzie zamiast cierpienia i egoistycznych potrzeb panuje wrażliwe zrozumienie i miłość, dając człowiekowi szansę na lepsze współistnienie, na pełne czerpanie z pozytywnych idei.
Wiersze Elizy Segiet zebrane w tomiku pt. „Nieparzyści” to utwory o nieskomplikowanej konstrukcji, dodatkowo pozbawione rymów i rytmu. To – w mojej ocenie – twórczość upoetyzowana, stylizowana na lirykę. Nie znajdziemy tu bowiem nadmiaru metafor czy innych niezrozumiałych figur stylistycznych. Te występują raczej oszczędnie, a z niektórych autorka chętnie korzysta kilkukrotnie. Takie zabiegi sprawiają, że jej twórczość staje się dostępna dla szerszego grona odbiorców. Czytelnik będąc wszakże zanurzony w minionym czasie i dryfujący w twórczości Segiet po krawędzi życia, otrzymuje od autorki nadzieję na normalny świat, świat z niegasnącą wiarą w piękno człowieka, przez co dodatkowo otwiera się przed nim perspektywa lepszej przyszłości, do której i on ma szansę wnieść swój „człowieczy los”.
Za egzemplarz „Nieparzystych” Elizy Segiet dziękuję Wydawnictwu Psychoskok.

23/10/2019

ZAPOWIEDŹ - Małgorzata Król "Biała Wieszczbiarka"/Psychoskok

biała wieszczbiarka, małgorzata król, psychoskok
Małgorzata Król "Biała Wieszczbiarka"/Psychoskok
„Biała Wieszczbiarka” Małgorzaty Król to niezwykła opowieść o przenikających się światach – tym widzialnym i niewidzialnym. Kolejna książka autorki, która wprowadza czytelnika w świat, którego nie widać na pierwszy rzut oka… Opowiada o istotach, współistniejących razem z nami, ingerujących w nasze życie, mówi o energii wszechświata, o miłości, pięknie, dobrych uczynkach, poszukiwaniu własnej drogi i umiejętności otwarcia się na inne rzeczywistości.
Anna podczas narodzin otrzymuje duszę, która staje się jej towarzyszką i niejednokrotnie wskazuje jej właściwą drogę, przypominając o swoim istnieniu. Dziewczyna obdarzona zostaje niezwykłym darem – widzi aurę przyrody, zwierząt, a nawet ludzi. W ziemskiej wędrówce towarzyszy jej istota nie z tego świata, która jako przyjaciel zawsze jest obok niej. Ukazuje się on w różnych postaciach, w momentach gdy dziewczyna bardzo potrzebuje jego obecności. Anna poszukuje swojej własnej drogi i przeznaczenia. Trafia do małego domku w górach zamieszkałego przez babcię Adelę. To właśnie tutaj życie dziewczyny zmienia się diametralnie. Odnajduje to, czego szukała, a nawet więcej… Jakie tajemnice skrywa starsza kobieta i miejsce, do którego trafia Anna. Jak potoczą się losy dziewczyny i jakie okaże się jej przeznaczenie?
Przewidywana data premiery: 12 listopada 2019 r.

Wydawca: PSYCHOSKOK
Kategoria: duchowość, religia
IBSN: 978-83-8119-565-2
EAN: 978-83-8119-565-2
Ilość stron: 126
Format: 148x210
Oprawa miękka
Prognozowana cena detaliczna: 39,90 zł