![]() |
Agnieszka Korol "Zamczysko" |
"Zamczysko" najnowsza książka Agnieszki Korol to powieść o baśniowym klimacie dla młodzieży i dorosłych.
„Z popielnika na Wojtusia iskiereczka mruga, chodź, opowiem ci bajeczkę, bajka będzie długa…”
Dawno, dawno temu, za
górami, za lasami było sobie królestwo Maksmalii, gdzie żyli sobie dobry król i
piękna królowa… tak w bardzo dużym skrócie można by zacząć snuć opowieść o
„Zamczysku” – ostatniej baśniowej powieści pióra Agnieszki Korol.
Agnieszka Korol to
autorka ciepłych historii o smokach (przyjaźnią się z nimi głównie najmłodsi,
lecz ja również jestem ich entuzjastką), powieści sensacyjno-obyczajowej „Listy
z jeziora”, a także scenariuszy teatralnych i filmowych. Jednak tym razem Korol
prowadzi nas za mury wiekowego i ogromnego zamczyska, które swe korzenie
zapuściło głęboko w skalnej opoce. Tkwi tam i obrasta w kolejne plastry
historii nieprzerwanie od wiek wieków. (Hm, co najmniej od czasów 26 władców,
bo miłościwie panujący król nosi chwalebne miano Euzebiusza XXVII.) Po
omszałych kamiennych ścianach pnie się roślinność, otaczając podstawę murów
pędami splątanych łodyg i kolczastych pędów, czyniąc ją tym samym jeszcze
bardziej niedostępną dla nieproszonych gości. Na szczyt, do samego wnętrza tego
starego i rozłożystego molocha, wiedzie tylko jedna kręta droga. A trzeba Wam
wiedzieć, że zamczysko jest tak niepomiernie olbrzymie, iż nie każdemu z jego
mieszkańców było dane poznać wszystkie kąty kasztelu. Gdy przekraczamy po raz
pierwszy progi tego wyimaginowanego świata, jego mieszkańcy gotowią się właśnie
do ceremonii zaślubin swego króla z …
Autorka podszyła tę
harmonijnie płynącą opowieść nicią baśniowego kolorytu. Dziewczęco młoda dusza
Agnieszki Korol świetnie czuje się w klechdowych klimatach, stąd znajdziemy tu
precyzyjnie poprowadzoną kompozycję przewodnią fabuły z paroma zaledwie zarysowanymi tematami pobocznymi. Ten
zabieg nie rozprasza nadmiernie naszej uwagi i łatwo podążamy za tokiem
opowieści. Natomiast nie poskąpiła nam autorka ilości bohaterów z przeglądem
funkcji klasycznego dworu. I tak mamy tu począwszy od najwyższej kadry
zarządzającej – mądrego, acz stareńkiego króla i niemniej mądrą, a zarazem
piękną królową, poprzez personel średniego szczebla, np. kanclerza, rycerskiego
dowódcę straży, szarmanckiego barona, aż po specjalistów mocno sprofesjonalizowanych,
jak np. czarownica, czyli wiedźma, która wie, jak leczyć, o kucharzach, szewcu
czy dziewce kąpielowej nie
wspominając, a także fachowców do zadań mocno specjalnych, np. królewskiego
błazna czy nadwornego kata ze swym oprzyrządowaniem do zadawania tortur. Bez
obaw, autorka unika tak popularnych ostatnimi czasy motywów przemocy i agresji.
Prowadzi nas wprawdzie do katowskich kazamatów, mrocznych, wilgotnych i pełnych
niepokojących cieni snujących się z okopconych łuczyw, lecz na tym ledwo
dostrzegalnym przedsmaku panującej tam atmosfery poprzestaje.
Postaci są naszkicowane
jednoznacznie i jasno. Mówiąc językiem graczy, karty leżą na stole od samego
początku. Ale nie dajmy się zwieść czarno-białym scenariuszom, ponieważ fakt,
że charaktery są zarysowane wyraźnie nie oznacza, że od razu poznajemy role
bohaterów, bo te akurat autorka odsłania dopiero na samym końcu. Zawiązana
intryga rozwija się niespiesznie, stopniowo dołączają do niej kolejni
uczestnicy i dopełniają ją swoimi pragnieniami, osobistymi interesami i
animozjami. Bo gdy król jest w bardzo sędziwym wieku, to niemal pewne jest, że
wkrótce zostanie po nim scheda do podziału, a w tej schedzie nie o byle jakie
dobra rzecz idzie, lecz o władzę nad całą Maksmalią. Dlatego chętnych, by
stanąć w szranki (z otwartą lub nie przyłbicą) w tymże turnieju nie brakuje, a
sekundują im pomniejsi mieszkańcy zamczyska.
Walki i intrygi toczą
się w komnatach, wszakże o wiele lepiej nadają się do tego kręte i smętne korytarze
– zawiłe ścieżki, na których można się pogubić, poprzecinane kaskadami schodów.
Do tego dochodzą ustronne zakamarki idealne do szpiegowania. Wewnętrzne arterie
stanowią niejako szkielet zamczyska, to one najczęściej tworzą tło dla
rozgrywających się scen. Raz żwawo prowadzą w górę do baszt i wież o wymownych
nazwach Wieża Skrzatów czy Baszta Zaginionej Sowy. Innym razem wężowo wiją się
do posępnych podziemi, często przez gąszcz nieznanych nikomu zapadni,
przesuwnych ścian uruchamianych wymyślnymi mechanizmami, ukrytych przejść. Ten
labirynt rozrasta się i pęcznieje, wydaje się pulsować własnym życiem, a swoimi
odnogami wymyka się aż poza mury zamczyska.
Cóż ciekawego oprócz
samej możliwości zdobycia władzy i bogactwa pozostałoby z życia zamkowego,
gdyby nie dworskie przyjemności? Gościmy tu więc na wystawnym monarszym weselu,
obserwujemy chrzciny królewskiego syna, jesteśmy świadkami audiencji lenników,
tak więc pląsów i salonowych swawoli, jak przystało na przykładne życie na
prawdziwym zamku, nie brakuje. Tanecznicy występują w strojnych garderobach,
łaskoczących oczy skrzącą barwą o wzorzystych i najczęściej zwierzęcych
motywach. Koniecznie są to więc dostojni przedstawiciele symbolizujący w
przyrodzie określone atrybuty, nie brak tu lwów, orłów i tygrysów. Ależ to
działa na wyobraźnię! W psotnych psikusach i figlach prym oczywiście wiedzie
nadworny błazen o wyjątkowym imieniu Bąkajło (zarazem urokliwie tkliwy w swej
miłości do wybranki). Jednak humorystycznych scen znajdziemy w „Zamczysku”
więcej. Autorka nie oszczędziła nawet najwyższego majestatu, określając Jego
Wysokość Euzebiusza XXVII podczas cudownej kąpieli w bąbelkowej pianie
„najjaśniejszym i najbardziej namydlonym królem”.
Baśniowa fabuła nie
byłaby kompletna bez wątku z pogranicza czarów i magii. Należy więc obowiązkowo
wspomnieć o czarownicy Acharze i magu Warzęsze. Jedno warzy zioła, drugie para
się wróżbiarstwem. Każde z nich dysponuje szklaną kulą, jaki jednak czyni z
niej użytek i co z tego wyniknie, pozna tylko cierpliwy czytelnik, bo akcja
kluczy do samiutkiego finału.
Niewątpliwie wpływ na
skalę doznań z przyjemności czytania „Zamczyska” ma także język, jakim opowieść
się toczy. Zgodnie z prawidłami baśni mamy tu prosty styl z niezawiłą składnią.
Autorka ubogaca go ot choćby osobliwymi nazwami przyznawanych orderów, np.
order Pogromcy Obłoków. Są także sympatyczne zdrobnienia dla podkreślenia
relacji między rozmówcami. Pisarka sięga także po archaizmy i słownictwo dawne,
by delikatnie podstylizować tekst i nadać mu posmaku z epoki bajek i smoków.
Robi to na tyle dyskretnie, że przekaz nie traci dla czytelnika na zrozumieniu,
a zyskuje malowniczości niegdysiejszych czasów.
Całości dzieła dopełnia
estetyczna okładka z wyłaniającym się spod warstwy ciężkich ołowianych chmur
tytułowym zamczyskiem na szczycie stromego wzgórza. Pierwsze skojarzenie
poprowadziło mnie w tematy rodem z horroru. Omyliłam się, gdyż akurat oznak
tego gatunku literackiego tu nie znajdziemy. Na stronie tytułowej witają nas subtelne
ozdoby roślinne przypominające arabeski, a duża czcionka i przyjazne
przestrzenie między wierszami dbają o wzrok podczas zagłębiania się w lekturę
na kolejnych już stronach.
„Zamczysko” Agnieszki
Korol to baśniowa powieść kierowana
do starszej młodzieży i dorosłych czytelników. Mamy tu szczęśliwe i sprawiedliwe zakończenie, gdzie
dobro pokonuje zło, mamy uniwersalne miejsce i czas akcji, mamy w końcu
nieskomplikowaną fabułę. Dla urozmaicenia dostajemy wątek miłosny
tudzież sensacyjno-kryminalny. Autorka przez całą fabułę trzyma czytelnika w
niepewności i niewzruszenie nie zdradza ani rąbka tajemnicy, aż dopiero w
ostatnim rozdziale odsłania przed nami pełnię powiązań. „Zamczysko” oferuje
wszystko, czego nam trzeba, by skryć się przed szorstką codziennością i
przekroczyć próg świata fantazji. W Narni były to drzwi szafy, tu są to mury
zamczyska. Książka autorstwa Agnieszki Korol to relaksująca lektura, przy
której i młodzież, i dorośli będą mogli zasmakować dworskiego życia z domieszką
frapujących przygód
wiodących do odkrycia zaskakujących historii.