09/12/2018

"Zamczysko" Agnieszki Korol baśniową powieścią dla młodzieży i dorosłych


Korol zamczysko książka dla młodzieży, baśniowa powieść
Agnieszka Korol "Zamczysko"

"Zamczysko" najnowsza książka Agnieszki Korol to powieść o baśniowym klimacie dla młodzieży i dorosłych. 

„Z popielnika na Wojtusia iskiereczka mruga, chodź, opowiem ci bajeczkę, bajka będzie długa…”

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami było sobie królestwo Maksmalii, gdzie żyli sobie dobry król i piękna królowa… tak w bardzo dużym skrócie można by zacząć snuć opowieść o „Zamczysku” – ostatniej baśniowej powieści pióra Agnieszki Korol.
Agnieszka Korol to autorka ciepłych historii o smokach (przyjaźnią się z nimi głównie najmłodsi, lecz ja również jestem ich entuzjastką), powieści sensacyjno-obyczajowej „Listy z jeziora”, a także scenariuszy teatralnych i filmowych. Jednak tym razem Korol prowadzi nas za mury wiekowego i ogromnego zamczyska, które swe korzenie zapuściło głęboko w skalnej opoce. Tkwi tam i obrasta w kolejne plastry historii nieprzerwanie od wiek wieków. (Hm, co najmniej od czasów 26 władców, bo miłościwie panujący król nosi chwalebne miano Euzebiusza XXVII.) Po omszałych kamiennych ścianach pnie się roślinność, otaczając podstawę murów pędami splątanych łodyg i kolczastych pędów, czyniąc ją tym samym jeszcze bardziej niedostępną dla nieproszonych gości. Na szczyt, do samego wnętrza tego starego i rozłożystego molocha, wiedzie tylko jedna kręta droga. A trzeba Wam wiedzieć, że zamczysko jest tak niepomiernie olbrzymie, iż nie każdemu z jego mieszkańców było dane poznać wszystkie kąty kasztelu. Gdy przekraczamy po raz pierwszy progi tego wyimaginowanego świata, jego mieszkańcy gotowią się właśnie do ceremonii zaślubin swego króla z …
Autorka podszyła tę harmonijnie płynącą opowieść nicią baśniowego kolorytu. Dziewczęco młoda dusza Agnieszki Korol świetnie czuje się w klechdowych klimatach, stąd znajdziemy tu precyzyjnie poprowadzoną kompozycję przewodnią fabuły z paroma zaledwie zarysowanymi tematami pobocznymi. Ten zabieg nie rozprasza nadmiernie naszej uwagi i łatwo podążamy za tokiem opowieści. Natomiast nie poskąpiła nam autorka ilości bohaterów z przeglądem funkcji klasycznego dworu. I tak mamy tu począwszy od najwyższej kadry zarządzającej – mądrego, acz stareńkiego króla i niemniej mądrą, a zarazem piękną królową, poprzez personel średniego szczebla, np. kanclerza, rycerskiego dowódcę straży, szarmanckiego barona, aż po specjalistów mocno sprofesjonalizowanych, jak np. czarownica, czyli wiedźma, która wie, jak leczyć, o kucharzach, szewcu czy dziewce kąpielowej nie wspominając, a także fachowców do zadań mocno specjalnych, np. królewskiego błazna czy nadwornego kata ze swym oprzyrządowaniem do zadawania tortur. Bez obaw, autorka unika tak popularnych ostatnimi czasy motywów przemocy i agresji. Prowadzi nas wprawdzie do katowskich kazamatów, mrocznych, wilgotnych i pełnych niepokojących cieni snujących się z okopconych łuczyw, lecz na tym ledwo dostrzegalnym przedsmaku panującej tam atmosfery poprzestaje.
Postaci są naszkicowane jednoznacznie i jasno. Mówiąc językiem graczy, karty leżą na stole od samego początku. Ale nie dajmy się zwieść czarno-białym scenariuszom, ponieważ fakt, że charaktery są zarysowane wyraźnie nie oznacza, że od razu poznajemy role bohaterów, bo te akurat autorka odsłania dopiero na samym końcu. Zawiązana intryga rozwija się niespiesznie, stopniowo dołączają do niej kolejni uczestnicy i dopełniają ją swoimi pragnieniami, osobistymi interesami i animozjami. Bo gdy król jest w bardzo sędziwym wieku, to niemal pewne jest, że wkrótce zostanie po nim scheda do podziału, a w tej schedzie nie o byle jakie dobra rzecz idzie, lecz o władzę nad całą Maksmalią. Dlatego chętnych, by stanąć w szranki (z otwartą lub nie przyłbicą) w tymże turnieju nie brakuje, a sekundują im pomniejsi mieszkańcy zamczyska.
Walki i intrygi toczą się w komnatach, wszakże o wiele lepiej nadają się do tego kręte i smętne korytarze – zawiłe ścieżki, na których można się pogubić, poprzecinane kaskadami schodów. Do tego dochodzą ustronne zakamarki idealne do szpiegowania. Wewnętrzne arterie stanowią niejako szkielet zamczyska, to one najczęściej tworzą tło dla rozgrywających się scen. Raz żwawo prowadzą w górę do baszt i wież o wymownych nazwach Wieża Skrzatów czy Baszta Zaginionej Sowy. Innym razem wężowo wiją się do posępnych podziemi, często przez gąszcz nieznanych nikomu zapadni, przesuwnych ścian uruchamianych wymyślnymi mechanizmami, ukrytych przejść. Ten labirynt rozrasta się i pęcznieje, wydaje się pulsować własnym życiem, a swoimi odnogami wymyka się aż poza mury zamczyska.
Cóż ciekawego oprócz samej możliwości zdobycia władzy i bogactwa pozostałoby z życia zamkowego, gdyby nie dworskie przyjemności? Gościmy tu więc na wystawnym monarszym weselu, obserwujemy chrzciny królewskiego syna, jesteśmy świadkami audiencji lenników, tak więc pląsów i salonowych swawoli, jak przystało na przykładne życie na prawdziwym zamku, nie brakuje. Tanecznicy występują w strojnych garderobach, łaskoczących oczy skrzącą barwą o wzorzystych i najczęściej zwierzęcych motywach. Koniecznie są to więc dostojni przedstawiciele symbolizujący w przyrodzie określone atrybuty, nie brak tu lwów, orłów i tygrysów. Ależ to działa na wyobraźnię! W psotnych psikusach i figlach prym oczywiście wiedzie nadworny błazen o wyjątkowym imieniu Bąkajło (zarazem urokliwie tkliwy w swej miłości do wybranki). Jednak humorystycznych scen znajdziemy w „Zamczysku” więcej. Autorka nie oszczędziła nawet najwyższego majestatu, określając Jego Wysokość Euzebiusza XXVII podczas cudownej kąpieli w bąbelkowej pianie „najjaśniejszym i najbardziej namydlonym królem”.
Baśniowa fabuła nie byłaby kompletna bez wątku z pogranicza czarów i magii. Należy więc obowiązkowo wspomnieć o czarownicy Acharze i magu Warzęsze. Jedno warzy zioła, drugie para się wróżbiarstwem. Każde z nich dysponuje szklaną kulą, jaki jednak czyni z niej użytek i co z tego wyniknie, pozna tylko cierpliwy czytelnik, bo akcja kluczy do samiutkiego finału.
Niewątpliwie wpływ na skalę doznań z przyjemności czytania „Zamczyska” ma także język, jakim opowieść się toczy. Zgodnie z prawidłami baśni mamy tu prosty styl z niezawiłą składnią. Autorka ubogaca go ot choćby osobliwymi nazwami przyznawanych orderów, np. order Pogromcy Obłoków. Są także sympatyczne zdrobnienia dla podkreślenia relacji między rozmówcami. Pisarka sięga także po archaizmy i słownictwo dawne, by delikatnie podstylizować tekst i nadać mu posmaku z epoki bajek i smoków. Robi to na tyle dyskretnie, że przekaz nie traci dla czytelnika na zrozumieniu, a zyskuje malowniczości niegdysiejszych czasów.
Całości dzieła dopełnia estetyczna okładka z wyłaniającym się spod warstwy ciężkich ołowianych chmur tytułowym zamczyskiem na szczycie stromego wzgórza. Pierwsze skojarzenie poprowadziło mnie w tematy rodem z horroru. Omyliłam się, gdyż akurat oznak tego gatunku literackiego tu nie znajdziemy. Na stronie tytułowej witają nas subtelne ozdoby roślinne przypominające arabeski, a duża czcionka i przyjazne przestrzenie między wierszami dbają o wzrok podczas zagłębiania się w lekturę na kolejnych już stronach.
„Zamczysko” Agnieszki Korol to baśniowa powieść kierowana do starszej młodzieży i dorosłych czytelników. Mamy tu szczęśliwe i sprawiedliwe zakończenie, gdzie dobro pokonuje zło, mamy uniwersalne miejsce i czas akcji, mamy w końcu nieskomplikowaną fabułę. Dla urozmaicenia dostajemy wątek miłosny tudzież sensacyjno-kryminalny. Autorka przez całą fabułę trzyma czytelnika w niepewności i niewzruszenie nie zdradza ani rąbka tajemnicy, aż dopiero w ostatnim rozdziale odsłania przed nami pełnię powiązań. „Zamczysko” oferuje wszystko, czego nam trzeba, by skryć się przed szorstką codziennością i przekroczyć próg świata fantazji. W Narni były to drzwi szafy, tu są to mury zamczyska. Książka autorstwa Agnieszki Korol to relaksująca lektura, przy której i młodzież, i dorośli będą mogli zasmakować dworskiego życia z domieszką frapujących przygód wiodących do odkrycia zaskakujących historii.

08/12/2018

Promocja książki Theo Richmonda "Uporczywe echo. Sztetl Konin. Poszukiwanie"


Theo Richmond Uporczywe Echo, Sztetl Konin, Poszukiwanie
Promocja książki T. Richmonda w Muzeum Okręgowym w Koninie 6-12-2018

W dniu 6 grudnia 2018 r. w murach zamkowych Muzeum Okręgowego w Koninie miała miejsce promocja drugiego wydania książki Theo Richmonda „Uporczywe echo. Sztetl Konin. Poszukiwanie”.

Frekwencja podczas spotkania (propagowanego głównie w mediach społecznościowych) dopisała do tego stopnia, że mimo dostawienia przez organizatora krzeseł dla części uczestników brakowało miejsc siedzących. Spotkanie odbyło się z udziałem przedstawicieli wydawcy – Antykwariat Konin na licencji Media Rodzina – Rafała Walkowiaka i Damiana Kruczkowskiego.
Wydaje się, że zdecydowanej większości uczestników znana była treść faktograficznej publikacji Theo Richmonda. Autor to urodzony w Wielkiej Brytanii Żyd polskiego pochodzenia, który nawiasem mówiąc nigdy nie był w Koninie, a zdecydował się napisać o nim książkę, ponieważ otaczające go latami skrawki wspomnień opowiadane przez rodzinę, bliskich i znajomych uporczywie nie dawały o sobie zapomnieć. Z każdym rokiem dźwięczały do tego stopnia intensywniej, że musiał tym okruchom – nawet jeśli niekompletnym, nawet jeśli przykurzonym – nadać wymierny kształt. I tak poznajemy Konin i pobliskie okolice, jakich już nie znamy, w warstwie, jaka już nie istnieje, lecz budzi zaciekawienie, tym bardziej że materialnych zabytków o historii konińskich Żydów nie zachowało się zbyt wiele. Książka prowadzi czytelnika przez okres od początków XX w. do czasów niemalże współczesnych. Uzupełnieniem tekstu są fotografie dokumentujące miejsca i mieszkańców oraz mapa, z którą możemy wędrować jak z przewodnikiem i odkrywać dawne ulice, place i przyległe zakątki.
Wznowienie książki ma być częścią większego projektu, bowiem część zysków ze sprzedaży drugiego wydania planuje się przeznaczyć na przetłumaczenie i wydanie Konińskiej Księgi Pamięci. Wydawca uzasadniał względnie wysoką cenę książki (69,00 zł) faktem, iż ma to być forma cegiełki/inwestycji właśnie w Konińską Księgę Pamięci, nie podał jednak, profity w jakiej wysokości przewiduje wyasygnować na realizację tegoż celu.  
Dla zainteresowanych tematem warto dodać, że książka jest też dostępna w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Koninie przy ul. Dworcowej. Niestety tylko w czytelni.  
Po zakończeniu spotkania można było zapoznać się z kolekcją judaików zgromadzonych w Muzeum Okręgowym w Koninie wraz z tzw. „skarbem synagogalnym z Sompolna”.


Judaiki Muzeum Okręgowe Konin
Judaiki w Muzeum Okręgowym w Koninie

Wystawa judaików w Muzeum Okręgowym w Koninie
Wystawa judaików w Muzeum Okręgowym w Koninie

Kolekcja judaików w Muzeum Okręgowym w Koninie
Judaiki w Muzeum Okręgowym w Koninie

Damian Kruczkowski, Rafał Walkowiak - Antykwariat Konin
Spotkanie promocyjne książki T. Richmonda





05/12/2018

Zaczytanych mikołajek

Z okazji mikołajek życzymy Wam w prezencie pasjonujących powieści, opowiadań, nowel, wierszy, fantastyki, beletrystyki, kryminałów i sensacji - aż do zaczytania👻😃

mikołajki czytam duszkiem
Udanych mikołajek od Czytam duszkiem

Uporczywe echo. Sztetl Konin. Poszukiwanie - Theo Richmond

Już 6 grudnia 2018 w Muzeum Okręgowym w Koninie odbędzie się promocja drugiego wydania książki Theo Richmonda "Uporczywe echo. Sztetl Konin. Poszukiwania".


Spotkanie poświęcone promocji książki Theo Richmonda "Uporczywe echo. Sztetl. Konin. Poszukiwania" zaplanowano na godzinę 18.00 w dniu 6 grudnia 2018 r. w Muzeum Okręgowym w Koninie przy ul. Muzealnej 6. Organizatorem spotkania jest Antykwariat Konin.

Będzie można zapoznać się z historią powstawania książki, a także zwiedzić wystawy poświęcone kulturze żydowskiej. W programie przewidziano również dyskusję. 
 
Więcej informacji w linku poniżej:
Uporczywe echo w Muzeum Okręgowym w Koninie

04/12/2018

27. Wrocławskie Targi Dobrych Książek



Pezda Szczygieł targi książki marihuana reportaż Wrocław
A. Pezda, M. Szczygieł
W dniach od 29 listopada 2018 r. do 2 grudnia 2018 r. w Hali Stulecia odbywały się 27. Wrocławskie Targi Dobrych Książek. Wśród licznych wydarzeń dużym zainteresowaniem cieszyło się spotkanie z Aleksandrą Pezdą, moderowane przez Mariusza Szczygła. Jak widać, temat medycznej marihuany wciąż wywołuje dyskusje.

Gość honorowy tegorocznych Targów, Węgry, zaaranżowały serię spotkań z osobami, których działalność pozostaje w związku z tymże krajem, np. z prof. Istvanem Kovacsem – dyplomatą, pisarzem, poetą i znawcą historii Węgier. Poruszano głównie kwestie przyjaźni polsko-węgierskiej, lecz nie brakowało też zagadnień spoza tego obszaru. Z kolei dyskusja z Lajosem Grendelem oscylowała wokół jego najnowszej książki „Życie w cztery tygodnie”. Literaturze polskiej i węgierskiej towarzyszyły też tytuły, m.in. ze Słowacji, Czech i Rumunii.
Organizatorzy postarali się także, by możliwie uatrakcyjnić targi dla odwiedzających. Były więc nie tylko klasyczne już spotkania z autorami, podczas których można zadawać pytania czy zdobyć autograf lub indywidualną dedykację, lecz także warsztaty, wykłady i wystawy. Przygotowano strefę zabaw z konkursami, nomen omen gry angażowały nie tylko najmłodszych, bowiem opiekunowie, podobnie jak dzieci i młodzież, z nie mniejszymi wypiekami na twarzy bawili się, układali, kleili, lepili. Od czasu do czasu między stoiskami przemykał tajemniczy mag w spiczastej czapie wróżbity lub inne baśniowe postaci, więc chętnych do fotki nie brakowało, choć trafiali się i tacy – zwłaszcza młodsi – którzy potrzebowali odrobinę zachęty, by zawrzeć tę bądź co bądź niecodzienną znajomość.
Wystawcy w rozmaity sposób próbowali zainteresować potencjalnych czytelników swoją ofertą. Były więc i gratisy, i pokazy multimedialne, i próbne projekcje, i testy gier – w sumie paleta pomysłów niewyczerpana. Jednak – w mojej ocenie – jednym z ciekawiej zorganizowanych stoisk był sektor Wydawnictwa Psychoskok, gdzie na odwiedzających czekały zagadkowo zapakowane niespodzianki, a jak wiadomo, nic tak skutecznie nie pobudza ciekawości jak intrygująca tajemnica.
Natomiast spośród spotkań szczególnie jedno utkwiło mi w pamięci, a mianowicie z Aleksandrą Pezdą autorką książki „Zdrowaś mario. Reportaże o medycznej marihuanie” i prowadzącym Mariuszem Szczygłem. Ten na pierwszy rzut oka niepozorny tomik stanowi zbiór historii o chorobach, zmaganiach z nimi, cierpieniu i podejmowanych próbach minimalizowania bólu. Bo gdy zawodzą już wszelkie środki, jedyna nadzieja w medycznej marihuanie. Warto nadmienić, bo być może nie wszyscy wiedzą, co w polskim prawie oznacza legalność marihuany. Otóż, w Polsce medyczna marihuana co do zasady została zalegalizowana głównie jako środek uśmierzający ból. Jednak realizacja recepty w polskiej aptece jest praktycznie niemożliwa, ponieważ leki z konopi nie są dostępne. Pozostaje więc wykupienie recepty za granicą. Cóż z tego, jeśli wwóz tego specyfiku i jego posiadanie jest w Polsce penalizowane. Temat wciąż budzi kontrowersje, nawet w samym środowisku lekarskim zdania co do skuteczności farmaceutyków z konopi są podzielone. Jednak niewielu z przeciwników marihuany ośmieliłoby się twardo bronić swego stanowiska, gdyby przyszło im mierzyć się z przypadkiem konkretnej choroby, spojrzeć choremu w jego udręczoną bólem twarz i zwyczajnie odmówić pomocy osobie bliskiej, by ulżyć jej w cierpieniu. Nic więc dziwnego, że audytorium z dużym zainteresowaniem słuchało zarówno samych historii, jak i z ciekawością reagowało na wyniki badań dotyczących skuteczności działania medycznej marihuany. Wydaje się, że tandem Aleksandra Pezda i Mariusz Szczygieł to trafnie dobrany wiarygodny duet propagatorów tematyki leków z konopi, który współgra tak pod względem empatii, jak i znajomości zagadnienia. Być może dlatego, że oboje znają osoby borykające się z cierpieniem i trudami choroby, dlatego zwyczajnie łatwiej im zrozumieć i w pewnym stopniu utożsamić się z potrzebami i odczuciami chorych.
Warto jeszcze poświęcić chwilę kwestiom logistyczno-porządkowym. Organizatorzy zatroszczyli się o specjalne oznaczenia sal i miejsc, w których odbywały się poszczególne wydarzenia, a także o komunikaty odnoszące się do bieżących punktów programu. Naturalnie program Targów był ogólnie dostępny, jednak spory natłok wydarzeń mógł rozpraszać uwagę odwiedzających, dlatego zapowiedzi okazywały się wówczas jak najbardziej przydatne.
Podsumowując, 27. Wrocławskie Targi Dobrych Książek uważam za wydarzenie, podczas którego każdy odwiedzający miał szansę znaleźć swój ulubiony rodzaj literatury, tematyki czy innej rozrywki, ponieważ dodatkowo w tym samym czasie w zewnętrznej strefie hali odbywały się Targi Wszystkiego Dobrego a wielu wystawców kusiło możliwością stworzenia indywidualnego produktu. Chętnych do terminowania, by własnoręcznie wykonać, np. ozdoby świąteczne czy inne dekoracje, nie brakowało.
Szczygieł Pezda Wrocław targi marihuana reportaż
A. Pezda, M. Szczygieł

Szolc Michalewska targi Wrocław targi książki
A. Michalewska, I. Szolc

Saraczyńska Michlewska Szolc targi Wrocław targi książki
A. Michalewska, A. Saraczyńska, I. Szolc