03/12/2020

Anna Cima "Obudzę się na Shibui" z Wydawnictwa Dowody na Istnienie

 AWATAR - DUBLER ZRODZONY Z FASCYNACJI 

Elekroniczny czytnik książek wyświetla stronę tytyłową książki pt. "Obudzę się na Shibui" Anny Cimy. Obok siedzi biały duszek maskotka bloga "Czytam duszkiem".
Anna Cima "Obudzę się na Shibui"/
Dowody na Istnienie

Czego pragnie dziewczyna, gdy dorastać zaczyna? Akurat ta konkretna z powieści Anny Cimy chce się obudzić na Shibui, jednej z dzielnic Tokio.

        Anna Cima urodziła się w 1991 r. w Pradze, gdzie na Uniwersytecie Karola ukończyła japonistykę. Zadebiutowała w 2018 r. powieścią „Obudzę się na Shibui”, za którą zdobyła szereg czeskich nagród literackich. Obecnie mieszka w Japonii i zajmuje się współczesną literaturą Kraju Wschodzącego Słońca.

         Czy skoro tytuł brzmi „Obudzę się na Shibui”, to znaczy, że teraz śnię? Może to nie o sen, a o marzenia chodzi? A może to zwykła czeska przekora? Odpowiedź twierdząca na każde z tych pytań będzie prawidłowa. Pssst… ale odpowiedź negatywna również będzie poprawna! Bo to czytelnik zdecyduje, która wersja narracji najbardziej przypadnie mu do gustu, którą z proponowanych przez autorkę ścieżek pójdzie. To przecież literatura, a ta pozwala ponieść się opowieści bez ograniczeń i na dodatek wszystko tu jest możliwe.

          Nastoletnia Jana Kupkova zafascynowana jest Japonią. Interesuje ją dosłownie wszystko, co się wiąże z tym krajem: mangi, anime, literatura, filmy (kocha się w najprzystojniejszym, acz nieżyjącym już, aktorze, którego zdjęcie nosi w portfelu). W wieku 17 lat wyjeżdża z koleżanką na wycieczkę do Japonii i tam, na skutek dziwnego zrządzenia myśli, pozostaje na dłużej. Pragnienie Jany, by żyć w Japonii, staje się ciałem, bo dziewczyna gdziekolwiek by skierowała swe kroki, nieustannie wraca na Shibui. Błąkając się po jednej z bardziej rozrywkowych dzielnic Tokio, poznaje język i uczestniczy w życiu mieszkańców, podglądając salarymanów, artystów, przechodniów. Nie przeszkadza to w żadnym razie Janie, późniejszej doktorantce, przebywać w czeskiej Pradze i zbierać materiały do swojej pracy na temat japońskiego mystery, czyli kryminałów i literatury z elementami zagadki. Jana poszukuje śladów mało znanego japońskiego pisarza Kiyomaru Kawashity, którego jedną z książek pt. „Rozdwojenie” czytała. A teraz dzięki przypadkowemu wsparciu ze strony innego doktoranta, Viktora Klimy, tłumaczy „Kochanków”. Z każdym kolejnym fragmentem Jana i Viktor dowiadują się coraz więcej nie tylko o bohaterach powieści i jej autorze, lecz także o sobie samych. Nić nieoczekiwanej znajomości zaczyna w intrygujący sposób zbliżać się do wątku zagadkowej przeszłości bohaterów. Duet dochodzeniowo-śledczy odsłania kolejne passusy z nieznanych związków damsko-męskich…

Cima, ulegając własnym orientalnym fascynacjom, złożyła obraz Nipponu z mozaiki doświadczeń postaci drugoplanowych: przyjaciółki Jany – Machiko i jej brata – Akiry. Machiko kilka lat wcześnie ewakuowała się do Pragi, gdzie obecnie gra na kontrabasie (jedyna wśród mężczyzn!) i koncertuje, bo jej zdyscyplinowana ojczyzna zbytnio ograniczała buntowniczą naturę dziewczyny. Z kolei Akira fotografuje… okna, starając się w ten sposób dotrzeć do głębszych i nieuchwytnych momentów tkwiących za szklaną taflą. Na nastoletnie artystyczne dusze wpływ wywarły surowe stosunki rodzinne podporządkowane przede wszystkim prymatowi pracy (ojciec przebywał większość czasu w delegacji, a w domu bywał finansującym rodzinę gościem) oraz konserwatywna szkoła, w której szary mundurkowy rynsztunek uosabiał ideał pilnej uczennicy, a wszelkie odstępstwa w formie choćby kolorowych gumek do włosów były pieczołowicie potępiane. I wreszcie pora  na Japonię widzianą oczami Jany. Ta została przez Cimę sczeszczona pogodnym sarkazmem i inteligentną ironią, a także niegasnącą ekscytacją dla historii i kultury ojczyzny samurajów, dzięki czemu imponujące sakury równie pięknie kwitną w Japonii w odsłonie telebimowo nowoczesnej, co w wersji wymodelowanej na epokę rodem z klasycznych, pokrytych szlachetną patyną czasu, poematów.

            W „Obudzę się na Shibui” Cima postawiła na rozcieńczenie granic, na zatarcie obrzeży hermetycznych rzeczywistości. Sen wkrada się w jawę, marzenie infiltruje teraźniejszość, pragnienia oplatają realia, a fikcja zazębia się z prawdą. Autorka połączyła obszary uznawane za rozłączne i do tego stopnia rozrzedziła im kontury, że niemożliwym staje się wyznaczenie ich krańców. Wodne akcenty kroplą się wszędzie. Wprawdzie im bliżej rozwiązania zagadki, tym stają się wyraźniejsze, lecz nadal spowija je aura migotliwych nieoczywistości. Przepołowienie światów i rozdwojenie bohaterki, usilnie pragnącej osiągnąć cel, stanowi szkielet konstrukcyjny powieści Cimy. Jana bowiem będąc w Pradze, wybiega myślami do Japonii. Z kolei przebywając w Japonii, myślami powraca do Czech. Nigdzie nie pozostając tak naprawdę w pełni i do końca, prowadzi niejako podwójne życie. Żyje odkrywaniem zagadek literackich oraz sekretów o sobie samej.

Bo „Obudzę się na Shibui” nie jest wyłącznie opowieścią o Japonii. To także nieszablonowa historia o narodzinach miłości. Miłości niemieszczących się w przyjętych schematach. Również tu Cima poprowadziła paralelne wątki z elementami podobieństw. Jana to młoda kobieta, bo – o ile się nie mylę – w głównym toku powieści ma zaledwie 25 lat. Wychowana na popkulturze infantylnych komiksów, seriali i innych typowych rozrywek dla osób z jej pokolenia wiedzie doktoranckie życie oscylujące wokół uczelniano-kawiarnianej osi. Jednak dla wyróżnienia Cima wszczepiła jej alternatywny gen oświeconego intelektualizmu, który uporczywie dopomina się od Jany czegoś więcej niż tylko „uśrednionej przeciętności”. Prowokuje do myślenia, na dodatek myślenia samodzielnego i krytycznego, stanowiącego formę jednocześnie zniewolenia i wyzwolenia. Dlatego outsiderce tego pokroju Cima zwyczajnie nie mogła przydać za obiekt nieoczekiwanej atencji przeciętnego księcia z bajki, będącego li tylko mdłym przystojniakiem. Jej rycerz więc na innym koniu przybędzie i innych czynów dokonać będzie musiał, by ratować księżniczkę.

Schematom wymyka się również związek wyłaniający się z kart tłumaczonego, a wcześniej już wspomnianego, opowiadania pt. „Kochankowie”. Tu z kolei kolorytu niesamowitości przydaje klimat z początków XX wieku. W utrwalone społeczne konwenanse z nauką sztuki kaligrafii (niemal jak ze sztuką życia by nie powiedzieć kochania) Cima wplotła urok stylizowanych kimon, misternie upiętych włosów, porcelanowo delikatnych ramion, a każdy z tych tropów przybliża czytelnika do odkrycia ukrytych znaczeń imion zaszyfrowanych w znakach alfabetu, za którymi skrywa się życiodajna magia.

Bohaterowie Cimy to indywidualiści. Na obrzeżach morza codzienności poszukują dla siebie czegoś więcej niż tylko widocznej warstwy świata, gdyż tę uznają za zaledwie jedną z kart wartych poznania. Jana nie przechodzi wprawdzie niczym współczesna Alicja z Krainy Czarów na drugą stronę lustra, poszukuje natomiast drugiego brzegu rzeki. W fascynacji niczym w nurcie wody meandrującej po pograniczu, rozmywającej kontury jawy i snu, życia i śmieci, marzenia i faktu, szuka tkwiącego w rzece potencjału zdolnego połączyć odległe brzegi, a tym samym umożliwiającego jej, jeśli nie namacalnie sięgnąć po to, co po drugiej stronie, to choć przybliżyć do jawiących się tam światów, nadal lekko zmąconych, lecz stanowiących tajemnicę wartą odkrycia. Po co? By niczego z życia nie przegapić.

Chociaż bohaterowie oddają się swym pasjom bez reszty, to jednak za szklaną szybę nie udaje im się przeniknąć. Tkwiąc w połowie drogi, doświadczają co prawda stanu częściowego rozdwojenia, rozwarstwienia myślowego przybliżającego ich do przekroczenia bariery, lecz ta uparcie pozostaje niesforsowana, a nagroda nadal poza zasięgiem, ale już samo dążenie bez faktycznego pochwycenia zdobyczy, ten stan stałego zawieszenia „pomiędzy” zdaje się zaspokajać ich pragnienie poznania nęcącej odmienności. Tak więc fakt poruszania się na krawędzi, aby spróbować doświadczyć bliskości nakładających się alternatyw, okazuje się wystarczająco atrakcyjną premią za podejmowane starania.

Paradoksalnie bohaterowie „Obudzę się na Shibui” są jednocześnie zniewoleni, bo opętani myślą, a jednak wolni, bo animowani blaskiem uskrzydlającej ich idei. Sięgając po frukta ze współczesnego drzewa poznania, zaspokajają głód tego, co niezwykłe, nieznane i fantastyczne. O tym, czy coś jest możliwe, decyduje u Cimy wyobraźnia, która detronizując metafizykę, nabiera mocy czaru oraz sprawia, że postaci uwalniają się spod ograniczeń i wymykają kontroli. Nurt rwących myśli prowadzi je do odkrywania tajemnic i daje ukojenie z tym związane, a jednocześnie syci apetyt na dreszczyk swawolnej zuchwałości związanej z ryzykiem zatonięcia we wzburzonych falach rzeki.

            Stworzone przez Annę Cimę w „Obudzę się na Shibui” czesko-japońskie mystery unosi się po skrajach rzeczywistości, fantastyki i onirycznych marzeń, błyszcząc rumieńcem młodzieżowego języka energicznie sprawnego w dialogach, swobodnie intensywnego w narracji, a z delikatną mgiełką dziewczęcego spłoszenia w określaniu uczuć. Dodatkowo tłumaczenie Krzysztofa Wołosiuka zrobiło na mnie więcej niż pozytywne wrażenie, więc – posługując się żargonem młodych – powiem, że odbiorca podczas lektury na stówę nie doświadczy nudy. Warto również wspomnieć, iż w ten charakterystyczny tembr narracji, bez wymuszonej i typowej dla dorosłych napinki, wkradają się także ilustracje (wykonane przez małżeństwo Cimów) niczym okna, przez które można podpatrywać świat po drugiej stronie płynącego potoku wyobraźni. Kto wie, jeśli tylko odważymy się w ten nurt zanurzyć, to być może życie stanie się czarującą przygodą z nagrodą-niespodzianką czekającą u wyjścia z Króliczej Nory?

            Za elektroniczny egzemplarz książki pt. „Obudzę się na Shibui” autorstwa Anny Cimy dziękuję Wydawnictwu Dowody na Istnienie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz