![]() |
Joanna Bator "Ciemno, prawie noc"/ Wydawnictwo W.A.B. |
„Ciemno, prawie noc” Joanny Bator podsunęła mi
bibliotekarka, ponieważ w ogóle nie miałam sprecyzowanych własnych życzeń co do
najbliższej lektury. Chodziło mi po głowie coś niebanalnego, nieoczywistego, co
zrobi na mnie wrażenie, ale nie potrafiłam z siebie wykrzesać żadnych konkretów.
Mimo tak mocno niedookreślonych kryteriów biblioteka w Koninie sprostała moim
mglistym zachciankom.
Na
okładce książki znajdziemy słowa autorki, która powiedziała, że ją samą
przeraził mrok zalążków opowieści, rodzących się w jej głowie. Zaraz jednak
dodała, „(…) że na tym świecie ciągle istnieje dobro i warto o nie walczyć. O
tym jest ta książka.”*) I rzeczywiście w mnogości występującego tu zła znajdą
się także pozytywne aspekty. Cóż, może i niewiele ich, ale nawet dla takiej
odrobiny warto się wysilić w życiu.
Reporterka,
Alicja Tabor (zwana z powodu mocnego charakteru i odporności psychicznej
Pancernikiem), powraca do rodzinnego miasta, Wałbrzycha, by wyjaśnić zagadkę
zaginięć trójki dzieci. W jej opuszczonym lata temu domu niewiele się zmieniło,
chyba tylko jeszcze bardziej się postarzał i zmurszał. Zniszczone meble i zakurzone
kąty budzą niechciane wspomnienia. Miasto, w którym dziennikarka szuka punktów
zaczepienia do rozwikłania tajemnicy, też jakby zastygło w kisnącej szarzyźnie
listopada, jednak jest pewna „atrakcja”, która mocno rozgrzewa emocje
wałbrzyszan, a mianowicie lokalny prorok, rozgłaszający nawiedzone tezy, że to
Matka Boska upatrzyła sobie dzieci i z miłości zabrała je do siebie. W kotle
absurdalnych teorii na temat zaginięcia kilkulatków wrze tak bardzo, że obfitość
bzdur powoli zaczyna przerastać chyba nawet liczbę samych miejscowych.
Do
„Ciemno, prawie noc” Bator wprowadziła sporo wątków. Każdy z nich mógłby być z
pozoru oddzielną historią, a jednak okażą się mieć wspólny mianownik. Są nitki prowadzące
do historii zaginionych dzieci, przy czym w każdej jest coś niejasnego,
budzącego wątpliwości. Jest proroczy epizod z niedorzecznymi przepowiedniami. Jest
historia samej Alicji, jej zmarłej siostry, relacji rodziców, a także odkrywane
perypetie sąsiada Alberta, naznaczonego zmianami tożsamości w dzieciństwie. Są
wreszcie wątki historyczne prowadzące do zamku Książ i jego ostatniej
przedwojennej właścicielki – księżnej Daisy, posiadaczki legendarnego sznura
pereł. Już sama liczba nakładających się opowieści może przyprawić o ból głowy.
Bator jednak wprawnie nimi żongluje i kluczy w ich meandrach. Właściwie w
pewnym momencie zatapiamy się tak bardzo w klimat książki, że nawet nie
jesteśmy w stanie spostrzec, na wyjaśnieniu której z zagadek najbardziej nam
zależy.
Dodatkowo Bator bardzo
sugestywnie buduje atmosferę wydarzeń, jakby była w zaufanej komitywie z
wieloma tonacjami i rodzajami mroku. Taplający się w szarudze jesiennej
Wałbrzych ustępuje miejsca majakom sennym, te z kolei płynnie przechodzą w przepełnione
strachem wspomnienia z młodości, zza których wyłaniają się rozmyte sylwetki
postaci przeistaczających się w bohaterów występujących w różnych wcieleniach,
by zaraz potem przeobrazić się w narkotyczny obraz wieczornych eskapad po
okolicy.
Paradoksalnie im dalej
posuwa się fabuła, tym mniej prawdopodobne wydaje się logiczne wyjaśnienie
zdarzeń. Zacieśnia się bowiem krąg niewytłumaczonych zjawisk, a my coraz
bardziej jesteśmy skłonni ulec nieracjonalnej aurze i właściwie gotowi postawić
własną hipotezę. Gdy natłok trudno wytłumaczalnych incydentów sięga zenitu,
dochodzi do przesilenia, a wraz z nim wyjaśnia się niewyjaśnione. Jednak mrok urojony
zostaje zastąpiony przez równie posępny mrok rzeczywisty. W takiej sytuacji
trudno mówić o uczuciu ulgi, gdyż obawa i strach przeradzają się w przerażanie.
Odpowiednio do panującego w
rozgrywającej się scenie odcienia nastroju Bator dostosowuje również język,
który w „Ciemno, prawie noc” staje się paszportem identyfikującym nie tylko
tożsamość bohaterów, lecz także wagę towarzyszących im okoliczności. I to zapewne
dlatego narracja nie trzyma równego rytmu, wręcz przeciwnie autorka postawiła
jej złożone zadanie nadążania i dostosowywania się do atmosfery. Gmatwanina
komunikacyjna osiąga kulminację kilkukrotnie w rozmowach uczestników forum
internetowego i muszę przyznać, że te fragmenty na mnie działały akurat
drażniąco niczym rój brzęczących much.
W pamięci utkwił mi jeszcze
jeden bardzo istotny aspekt z „Ciemno, prawie noc”, a mianowicie kwestia
budowania poczucia zagrożenia wśród lokalnej społeczności i manipulowania
faktami w celu osiągnięcia zamierzonych korzyści. W dobie fake newsów zjawisko
bardzo na czasie. Bator odsłoniła
mechanizm ulegania fobiom, stwarzania pożywki dla podjudzania zbiorowej
histerii oraz podsycania teorii spiskowych, które mutując z niemal piorunującą
szybkością, znajdują ujście w postaci gwałtownych manifestacji gorliwych
wyznawców tego typu rojeń.
„Ciemno, prawie noc” Joanny
Bator początkowo zdradza pierwiastki stylistyki wywodzącej się z mrocznego
horroru mającego wywołać u odbiorcy wrażenie niepokoju i napięcia w związku z
niejasnymi okolicznościami zaginięcia dzieci, na co dodatkowo nakłada się tragiczna
historia rodzinna głównej bohaterki, a z nią nieodłącznie powiązane
odgałęzienia prowadzące do legendy o księżnej Daisy. Autorka, tworami
gorączkowej wyobraźni bohaterów, roznieca pierwotne lęki, sprawiając, że niemal
zaciera się granica między światem obecnym a stworzonym z destrukcyjnej iluzji.
Próby objaśniania przez nastolatki zła świata i ochrony przed jego skutkami
również doskonale wpisują się w ciąg wydarzeń o odrealnionym zabarwieniu.
Tymczasem w zakończeniu Bator bezlitośnie rozprawia się z krążącymi mitami i
plotkami, pokazując, że twarde fakty wynikają z równie twardych przyczyn. W
efekcie rozwikłanie zagadki odziera je nie tylko z otoczki tajemnicy, lecz
także pozbawia niedorzeczności fałszywych spekulacji.
„Ciemno, prawie noc” Joanny
Bator okazało się nieoczywiste w strukturze, zaskakujące w wielości wątków, a
także niebanalnie skonstruowane w sposobie prowadzenia fabuły. Czegoś takiego
potrzebowałam i akurat to w tej lekturze znalazłam.
Za trafną podpowiedź w
doborze lektury dziękuję Miejskiej Bibliotece Publicznej w Koninie.
*) cytat z okładki książki Joanny Bator „Ciemno,
prawie noc”
Zaraz zaraz, czy czasem nie było ekranizacji tego tytuły?
OdpowiedzUsuńTak. Pod tym samym tytułem, w reżyserii Magdaleny i Borysa Lankosza.
Usuń