![]() |
K. Zalecka-Wojtaszek "Kąkol"/Attyka |
Początek XVII wieku. Ox
– mała wioska jakich wiele gdzieś we Francji. To tu splatają się losy trójki przyjaciół.
Francesca jest uzdrowicielką, która w swoich praktykach wykorzystuje nie tylko
moc ziół, lecz także nadprzyrodzone (czyli wedle powszechnego mniemania wielce
niemiłe Bogu) zdolności. Po latach nieobecności powracają do wioski Simon i
Dominique. Simona – dawnego narzeczonego Francesci – nękają niepokojące wizje,
w których kobieta oskarżona o czary ginie na stosie, dlatego pragnie ją ostrzec
przed grożącym jej niebezpieczeństwem. Dawny Dominique, nieśmiały, pełen
kompleksów i potajemnie podkochujący się we Francesce, wraca zupełnie
odmieniony jako dojrzały i odnoszący sukcesy artysta. Całą trójkę łączą wydarzenia
z przeszłości i związane z nimi raniące wspomnienia. Dodatkowo mocna scena na
otwarcie obrazowo przedstawiająca egzekucję czarownicy w płomieniach będzie podsycać
widmo zagrożenia wiszące niemal jak miecz Damoklesa nad głową bohaterki. Czy jej
los się dopełni?
Budując narrację, Katarzyna
Zalecka-Wojtaszek sięgnęła po fakty historyczne. Polowania na czarownice niewątpliwie
miały miejsce i zapisały się niechlubnie nie tylko w annałach Francji. Na
potrzeby powieści wykorzystała „klasykę gatunku” stosowaną w „słusznej walce” z
czarownictwem, a mianowicie traktat pt. „Młot na czarownice”. Niewtajemniczonych
objaśnię, iż w XV i XVI w. był on uważany za podstawowe źródło wiedzy o czarach
oraz podręcznik dla łowców wiedźm. Wybrała z niego bodaj najciekawsze smaczki, wplatając
w narrację cytaty dotyczące podatności kobiet na szatańskie zło, skutki zbrodniczej
działalności czy sprawdzone sposoby, jak rozpoznać czarownicę. A skoro już mowa
o czarach, to samoistnie przekraczamy progi świata magii z jej zaklęciami i cudownymi
mocami. Mamy mnóstwo symboli czy znaków świadczących o rzucaniu uroków, np.
czarny kot, księga wiedzy tajemnej, misteria pod dębem, pentagram czy choćby
tytułowy kąkol.
W „Kąkolu” Zalecka-Wojtaszek
pokazuje spolaryzowane podejścia do świata i miejsca w nim człowieka. Jedno wywodzące
się z pogańskich tradycji z misteriami ku czci Życia i Miłości, zgodne z naturą
i wewnętrznym poczuciem ludzkiego dobra i krzywdy. Drugie związane z
narodzinami chrześcijaństwa i wiarą w Boga. Autorka nie rozstrzyga, którą z
tych dróg uważa za właściwą. Wydaje się być zwolenniczką kombinacji dwóch opcji.
Jednak dostrzega też ówczesną niechlubną rolę Kościoła jako instytucji zarządzającej
poprzez strach, wykorzystującej imię Boga i wiarę, epatującej symboliką i
posługującą się wypaczonym znaczeniem chrześcijańskich wartości. Bezduszni
inkwizytorzy jako narzędzie Boga doskonale wypełniali swą rolę „uwalniając”
owieczki na ziemskim padole od wodzącego ich na pokuszenie diabelskiego
nasienia. Znajdziemy też w „Kąkolu” zarysowane reakcje społeczeństwa, które nie
zachowując odrobiny krytycznego myślenia, staje się bezwolnie podatne na
manipulacje, a nawet skłonne do skrajnie podłych zachowań.
U Zaleckiej-Wojtaszek postaci
początkowo jednoznacznie zarysowane z czasem przejawiają dodatkowe (niespodziewane)
rysy charakteru, przez co stają się nieco bardziej złożone i mniej przewidywalne
w swych działaniach. Autorka pokazuje mieszkankę ludzkich losów, odmiennych
motywacji do działań, a czasami postawionych przed czystym przypadkiem, który nieoczekiwanie
wpłynie na ich los. Elektryzuje nas uczucie, że uprzednio zapowiedziane niebezpieczeństwo
w postaci wkroczenia inkwizycji niewątpliwie nadejdzie. Nie wiemy tylko
jeszcze, kiedy i jak wplecie je autorka w przyjaźń łączącą bohaterów. No, i te
cytaty poprzedzające rozdziały też są wielce pobudzające naszą fantazję! Wydaje
się także, że autorka dobrze czuje się w dialogach, nierzadko przeplata bieżącą
narrację retrospekcją czy wydarzeniami ze snów, dzięki czemu potęguje napięcie,
a akcja toczy się bez zbędnych przestojów.
Jest jednak coś, czego
nie znalazłam w „Kąkolu”, a co – moim zdaniem – mogłoby ubarwić fabułę i dać
szersze światło na obraz Francji z XVII w. Brakowało mi kolorytu epoki, trochę smaczków
o zielarstwie (autorka interesuje się przecież ziołolecznictwem), trochę więcej
szczegółów z tamtych czasów, choćby takie drobiazgi jak obyczaje, strój czy wnętrza.
Chyba że zamiarem autorki było głównie skupienie się na pokazaniu relacji i ich
odcieni między trójką przyjaciół.
Wspomnę jeszcze tylko o
zakończeniu, ponieważ sposób, w jaki Zalecka-Wojtaszek pozostawia czytelnika,
pozwala domniemywać, że można się spodziewać dalszego ciągu. Może powstałby z tego
interesujący rodzaj sagi? Nie wchodźmy jednak w sferę zastrzeżoną dla samej
autorki i cieszmy się akcją „Kąkola”.
Za egzemplarz książki
dziękuję Wydawnictwu Attyka.