![]() |
"Blizny" Krzysztof P. Łabenda/Wydawnictwo Psychoskok |
„Nic nie może przecież wiecznie trwać, co zesłał los, trzeba będzie stracić, za miłość też przyjdzie kiedyś nam zapłacić.” – fragment piosenki Anny Jantar doskonale oddaje treść „Blizn” Krzysztofa P. Łabendy.
„Blizny”
to opowieść o miłości, ale też o cierpieniu, które spotyka głównego bohatera – Krzysztofa
Szablewskiego po utracie ukochanej żony – Natalii. Widzimy, jak głęboko
dojrzałym i świadomym uczuciem małżonkowie się darzyli, ile dla siebie
znaczyli, jak mocno wrażliwi byli na siebie i swoje potrzeby. Czułe opisy
zmysłowych intymnych zbliżeń dodatkowo potęgują ten obraz. To była wyjątkowa
miłość bratnich dusz, to było pożądanie, to były wspólne wartości, szacunek i
oddanie. On i ona to para idealna, która stworzyła swój doskonały mały świat.
Niestety pozostała część świata nie jest już tak wzorowa, bowiem Natalia
doznaje udaru i umiera. Krzysztof po ponad 18 latach spędzonych z żoną
pozostaje sam. Czuje się samotny. Opuszczony i bezradny stopniowo traci sens
życia.
Miłość i cierpienie po stracie
bliskiej osoby to główne wątki powieści, jednak tym razem dla odmiany
chciałabym rozwinąć dwie inne kwestie: tytułowych blizn oraz różnicy wieku
bohaterów, Krzysztof jest bowiem starszy od Natalii o 15 lat. (Spokojnie, o
uczuciach też będzie.)
Blizna to zmiana
skórna, która jest najczęściej następstwem uszkodzenia skóry. Z takim dosłownym
znaczeniem mamy do czynienia w książce, ale autor nadaje bliznom również nieco
szerszy wymiar, a mianowicie odnosi je do zmian, które inni zostawiają w naszej
duszy, gdy odchodzą. Autor ma tu na myśli raczej bolesne wspomnienia i przykre
doświadczenia związane z rozstaniem, bo blizna to swoista „pamiątka”, której
nie chcemy mieć i która jest nam niemiła. Nie czujemy się z nią dobrze, jednak
w szczególny sposób wpływa na nas samych i nasze życie. Takich blizn na duszy
główny bohater ma sporo. Kłują go dotkliwie w serce po utracie Natalii,
odzywają się nieustannie. Stają się tak intensywne, że świat postrzegany przez
Krzysztofa zaczyna tracić sens. Ulubiona muzyka staje się nieznośna, ulubione
zajęcia nie do wytrzymania. Natalia była dla niego wszystkim. Bez niej wszystko
stało się niczym. Jak w ogóle świat śmie teraz istnieć? Wielka blizna po
stracie Natalii wydaje się być jak bezdenna czeluść, która pochłania, wysysa,
zadaje udręczający ból, nie przynosząc w zamian choćby odrobiny ukojenia. Gdziekolwiek
dotkniesz – boli, cokolwiek pomyślisz – krwawi. To pulsująca wspomnieniami rana…
Jedną z blizn jest
także skaza w postaci częstego podkreślania przez Krzysztofa istniejącej różnicy
lat między nim a ukochaną, który to fakt zresztą zdaje się mieć większe
znaczenie dla niego niż dla niej. Szablewski bowiem w swojej „zaawansowanej” pełnoletności
upatruje przyczyn tak nieznośnego osamotnienia i głębokiego żalu, jakie odczuwa
po stracie żony. W tym celu autor akcentuje symptomy dojrzałego wieku
Krzysztofa, niektóre jego dolegliwości, upływ czasu. Natalia postrzega oznaki mijających
lat – które wg Krzysztofa są w jego przypadku z racji wieku bardziej widoczne –
jako naturalne zmiany. Natomiast przez niego przemawia nostalgia za minionym.
Wprawdzie nigdzie nie pada sformułowanie wprost, że „w tym wieku to już nie
wypada” albo że „w tym wieku to już czas umierać”, ale takie odnosi się
wrażenie, że gdyby był młodszy, to nie cierpiałby tak bardzo. Gdy z powodu
metryki stajesz się niewidzialny dla innych, to zdaniem Krzysztofa wypada ci już
tylko wieść życie statecznego staruszka (najlepiej w samotności), wygłaszającego
od czasu do czasu połajankę współczesnego świata, w którym zanikają uniwersalne
wartości, a relacje międzyludzkie już dawno zeszły do podziemia.
W wyniku odniesionych w
życiu ran Krzysztof staje się zgorzkniały, do głosu dochodzi opryskliwość,
innych traktuje z wyższością, co doskonale oddają dialogi z okresu po śmierci
ukochanej. Jego zarozumiałość i oschłość nabierają na sile i gdyby nie fakt, że
znamy przyczynę jego zachowania, już dawno bylibyśmy gotowi nim zdrowo
potrząsnąć, by wziął się w garść. Jednakowoż ten bezduszny świat zewnętrzny,
który odbierając Krzysztofowi Natalię zburzył idealną harmonię troskliwie
budowaną przez nich dwoje, nie pozostawia Krzysztofa na całkowite zatracenie.
Po okresie rozgoryczenia, kotłujących się bezładnie emocji i cierpkich myśli
Szablewski w ostatnim krzyku rozpaczy, będącym desperacką próbą doszukania się
choćby okruchów podobieństwa między ukochaną a innymi osobami, zaczyna pojmować,
że wprawdzie stracił Natalię i nigdy nic już nie będzie takie samo, ale to nie
oznacza, że ma zgubić i siebie. Refleksja ta w żadnym razie nie przychodzi mu
łatwo. Rozmowa z innym – wydawałoby się przypadkowym – człowiekiem wniesie
istotny wkład w neurotyczne postrzeganie świata przez Krzysztofa, dzięki czemu spojrzy
on inaczej na odniesione blizny. One, owszem, może i szpecą, może uwierają, ale
też nie są dane każdemu – są bowiem przeznaczone tylko dla prawdziwych
zwycięzców. Gdy Szablewski uświadomi sobie różnicę między wegetacją
(egzystencją na pół gwizdka) a pełnym życiem, zacznie znowu dostrzegać logiczny
porządek świata, który rządzi się jasnymi regułami. Jeśli będziesz się
rozczulał nad sobą, wciąż rozdrapywał krwawiące rany – zginiesz. Jeśli
natomiast przeżyjesz nieszczęście, ale pozwolisz ranom, by się zagoiły, blizny wprawdzie
zostaną, ale będą świadectwem tego, czego miałeś szczęście doświadczyć. W życiu
przeżywają wcale nie najsilniejsze osobniki, lecz te, które pozornie poddając
się huraganowi, uginają się pod jego naporem, ale po przejściu zawieruchy podnoszą
głowy i żyją nadal. Ta z pozoru oczywista prawda sprawia, że dla Krzysztofa
wiek „nagle” przestaje mieć znaczenie, absurdalność rzeczywistości traci na
sile, wszelkie dotychczasowe nieszczęścia schodzą na drugi plan. Nieobecność
Natalii nadal dojmująco dusi serce, ale on dostrzega w tym fakcie już inspirację
do napisania nowej powieści, do odnalezienia się w świecie, w którym znowu widzi
miejsce dla siebie. Jego szczęście, jego miłość nie trwały wiecznie, stracił
wiele, okupił to bliznami, ale teraz może piosenkę Anny Jantar zamienić na słowa
piosenki Edyty Geppert „uparcie i skrycie, ech, życie, kocham cię nad życie…”
I jeszcze mała dygresja
na koniec. W Krzysztofie Szablewskim gotowa jestem dopatrywać się alter ego
autora, który z wprawną erudycją i logicznym zacięciem (typowym dla osób z
prawniczym wykształceniem) funduje nam całkiem sporo racjonalnych rozważań. Ponadto
stroniąc od masowych gustów Krzysztof K. Łabenda uwodzi nas w powieści muzycznie
(Diana Krall, Kari Bremnes), lirycznie (Przyboś, Pawlikowska-Jasnorzewska, H.
W. Auden) czy emabluje nienagannymi manierami dżentelmena z najlepszych szkół
savoir-vivre’u. I wiecie co? Ja to kupuję.
Wydawnictwo Psychoskok
Cóż mogę powiedzieć? Chyba tylko: dziękuję. Rozszyfrowała mnie Pani prawie do końca,choć pewnie słabo się maskowałem. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńDziękuję za miłe słowa i również przesyłam pozdrowienia.
UsuńMnie także ujęła ta historia :)
OdpowiedzUsuńDziękuję, bardzo sobie cenię Pani opinię
Usuń👌 To świetnie opowiedziana historia😊
Usuń